Dzień bez filmu dniem straconym...
Blog > Komentarze do wpisu

The Greatest

Choć uwielbiam Wong Kar-Waia, uważam go za niedościgłego mistrza w tworzeniu filmów o miłości, samotności w wielkim mieście, to z żalem muszę stwierdzić, że Angiem Lee to on nie jest. Dlaczego przywołałam to drugie nazwisko? Oboje mają chińskie korzenie. Lee zrobił zawrotną karierę w Stanach, gdzie mieszka od wielu lat, Kar-Wai ceniony na całym świecie również zapragnął nakręcić coś za Wielką Wodą, co mu się niestety nie udało. Na pocieszenie zostaje mi rewelacyjna ścieżka dźwiękowa. No dobrze, Jude'a tez zawsze chętnie sobie pooglądam...

P.S. Właśnie napoczęłam drugi sezon "Gdzie pachną stokrotki". Chyba dlatego przypomniałam sobie o tym filmie. Idę poszukać czegoś słodkiego w kuchni.

czwartek, 04 czerwca 2009, prolka

Polecane wpisy

  • Muzyczna 10-tka najlepszych

    Od ostatniego wpisu na tym blogu minął dokładnie rok i trzy miesiące. Czas odmierzam też filmami - udało mi się w tej długiej przerwie obejrzeć dokładnie 360 ty

  • Pappu Can't Dance

    Czy ta piosenka zasłużyła na statuetkę Filmfare w kategorii najlepsza choreografia? TAK! Wniosła, jak zresztą i film, powiew świeżości do bollywoodu, który osta

  • Jai Ho

    Tak naprawdę, to już drugi rok największe zainteresowanie wzbudzają we mnie nominacje do Oscara w kategorii najlepsza piosenka. Właśnie sobie uzmysłowiłam, że m

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
bhuvan
2009/06/05 13:22:07
Moim zdaniem aż tak źle z "My Blueberry Nights" nie jest. Faktycznie do "Spragnionych miłości" wiele brakuje, ale oglądało mi się bardzo przyjemnie, a klimat filmu jeszcze długo po wyjściu z kina mi towarzyszył. Od ścieżki dźwiękowej też przez parę tygodni nie mogłem się uwolnić. :)
-
2009/06/05 20:24:52
"My blueberry nights"(polski tytuł nie przejdzie mi przez gardło i palce) oglądałam nie znając dorobku reżysera (ciągle go nie znam, ale mam czas by nadrobić). Film kojarzy mi się z niezwykłym klimatem, zjawiskową Rachel Weisz oraz ze świetną ścieżką dźwiękową.

Swoją drogą lubię sobie popatrzeć na Jude'a ^^.
-
2009/06/06 09:21:12
Też oglądając nie czułam, żeby był to film Wong Kar-Waia, ale nie przeszkadzało mi to. Film oglądało się bardzo przyjemnie. Uwodzi cudną muzyką, leniwą, choć wciągającą historią oraz świetnymi kreacjami aktorskimi.
Świetny na długie zimowe wieczory przy kakao i kawałku ciasta (najlepiej z borówkami).
-
2009/06/13 11:02:22
Dlaczego uważasz ten film za nieudany? Po prostu jest trochę inny. Ale uroczy. Nie podoba Cie się, że się dobrze kończy?
Przyznaj, że po prostu brakowało Ci Tony'ego i Takeshi :)
-
2009/06/24 03:40:23
Prolko, zamieściłaś moją ulubioną piosenkę z Jagodowych :) (no dobra, uwielbiam jeszcze "Devil's Highway").

Bałam się tego filmu, ale okazał się bardzo pozytywnym zaskoczoniem. Wong is Wong i kocham go w każdym wydaniu :). Choć oczywiście MBN nie umywa się do jego filmów z Hongkongu. Wina w tym, według mnie, nie tyle samego filmu, co jego amerykańskich bohaterów. Ten naród bynajmniej nie kojarzy mi się z wyciszeniem, niewinnością i tym podobnymi cechami.
Mogłabym też kręcić nosem na to, że Wong nie wysilił się zbytnio przy realizacji "Jagodowych...". Dla mnie to taka amerykańska wersja/przeróbka "Chungking Express". Tylko że ja na zabój kocham "Chungking..." i każde nawiązanie do niego cieszy mnie jak dziecko, więc się nie czepiam :D.
A Tony'ego i Takeshiego oczywiście brakowało ;D. I Andy'ego!
-
prolka
2009/06/24 22:37:10
Tao, dotarłaś do sedna. Co to za film Wonga bez Tony'ego, Andy'ego lub Takeshiego? Mnie osobiście w tym filmie najbardziej drażniła Norah. Uwielbiam jej muzykę, ale jako aktorka według mnie się nie sprawdziła.
-
Gość: JaneGreen, *.sky24.pl
2009/10/04 21:26:04
Nie wiem czy można porównywać WKW i Anga Lee. Ich style są zupełnie inne. U WKW ważny jest minimalizm, kolory, gesty. Natomiast Ang robi filmy świetne, ale zupełnie różne.
Za Blueberry Nights jeszcze się w ogóle nie wzięłam, bo poza samym faktem, że jest to WKW nie ma tam nic dla mnie interesującego, czyli... wymienionych wyżej aktorów :D Mogli chociaż na siłę Takeshiego włożyć, przecież on angielski umie :D
Natomiast co do piosenki, to uwielbiam w ogóle Cat Power :) Dobre połączenie :P