Dzień bez filmu dniem straconym...
środa, 18 marca 2009
Zachciało mi się zmian na blogu. Postanowiłam trochę przyśpieszyć wczytywanie się strony, a dokładnie wąskiej szpalty - przybywało linków do moich opisów filmów. W ten sposób powstał miniprzewodnik po nich (patrz na prawo). Pomysł trochę odpatrzony od Marysi, a trochę od Dorotus (jestem muffinkowa dziewczyna!).
niedziela, 15 marca 2009

Podczas gdy moje koleżanki z pracy planują wakacyjne wyjazdy do Portugalii, Grecji, Chorwacji, lub mniej zwyczajnie, na Kanary lub do Paragwaju, ja nie potrzebuję więcej do szczęścia, niż bilet na pociąg do Wrocławia. Tak, czas zacząć nudzić o festiwalu Era Nowy Horyzonty, bo już połowa marca i właśnie zakupiłam sobie na niego karnet!

Mam nadzieję, że znów zostanę mile zaskoczona i odkryję kilka (naście) ciekawych filmów, nowych nazwisk, spotkam się z oryginalnymi zjawiskami, tematyką. Nie ukrywam, że najbardziej nie mogę się doczekać przeglądu kina kanadyjskiego i retrospektywy reżysera Guy'a Maddina. Dlaczego?

Guy Maddin

Guy Maddin słynie z niekonwencjonalnego podejścia do filmu. Eksperymentuje z filmowym językiem, fascynuje go nieme kino z lat 20. i 30. Tworzy zazwyczaj czarno-białe obrazy, stanowiące połączenie realizmu i surrealizmu, pełne swoistego humoru i erotyki. Pokazuje interesującego go tematy - małomiasteczkową mentalność, miłosne trójkąty, zazdrość, kazirodztwo, morderstwa. Jak dotąd widziałam dwa jego filmy i jestem nimi zauroczona.

"Ostrożnie" z 1992 roku nawiązuje stylistyką do największych dzieł ekspresjonizmu niemieckiego i tzw. filmów górskich z lat 20. Akcja toczy się w małej alpejskiej wiosce Tolzbad, jej mieszkańcy żyją w ciągłym strachu przed lawinami. Starają się nie tylko nie mówić zbyt głośno, ale i nie zachowywać się w sposób lekkomyślny. Dzieci wyrastają wśród ciągłych pouczeń ("Dzieci, słuchać ostrzeżeń swoich rodziców"), pieski biegają z kagańcami, ale wiadomo, że ludzkie pragnienia nie mogą być tłumione przez całe życie. Mogłabym przedstawić głównych bohaterów z Zenaidą (świetna Gosia Dobrowolska) i jej trzema synami na czele, ale tu nie tyle fabuła, co forma jest ważna. Trzeba zobaczyć poszczególne ujęcia, przepiękne barwne zdjęcia (wykorzystano technikę Technicolor), muzyka dodatkowo potęguje uczucie grozy. To dopracowany w każdym detalu pastisz starych filmów, aż trudno uwierzyć, że nie powstał kilkadziesiąt lat temu. 

Ostrożnie

Ten trailer może trochę przerażać, ale zapewniam, że w całości znajdziecie wiele optymistycznych i zabawnych momentów.

"Moje Winnipeg" to najnowsze dzieło Maddina, "doku-fantazja" o rodzinnym mieście, będąca oniryczną mieszanką nostalgii, czarnego humoru, groteski, surrealizmu, naszpikowana Freudowskimi podtekstami. Narrator - reżyser we własnej osobie - próbuje opuścić zaśnieżone, śpiące Winnipeg, lecz nie może uciec od wspomnień. Od salonu fryzjerskiego matki, stadionu hokejowego, miejskiego basenu. Postanawia wynająć dom, w którym dorastał, zatrudnia aktorów, i odtwarza w starych kątach sceny ze swojego dzieciństwa. Jego mamę gra prawdziwa matka, sceny z jej udziałem są najlepsze w całym filmie. Powtarzające się słowa i frazy wprowadzają widza w lunatyczny nastrój. "Winnipeg, Winnipeg, Winnipeg". Winnipeg, które Maddin jednocześnie kocha i nienawidzi.

My Winnipeg

Znów mamy czarno-białe zdjęcia, które migają na ekranie, jak obrazy zmieniające się za oknem pociągu.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 73