Dzień bez filmu dniem straconym...

Bollywood

niedziela, 01 lutego 2009

Możecie mi wierzyć lub nie, ale nie miałam przed obejrzeniem tego filmu pojęcia, że jego reżyserem jest Madhur Bhandarkar (czego byłam już pewna po pierwszych 10 minutach), znany mi już z "Corporate", "Page 3" czy "Traffic Signal". Tym bardziej cieszę się, że sięgnęłam w wolnej chwili po "Fashion", by tym razem poznać świat mody od podszewki.

Priyanka

Priyanka Chopra robi się coraz lepszą aktorką, nie mogę się nadziwić, jak zmieniła się jej gra od czasów np. "Mujhse Shaadi Karogi", kiedy jej największym atutem była uroda. Teraz śmiało może sięgać po role inne niż ślicznej dziewczyny, która na ekranie jest tylko dodatkiem do męskich gwiazd bollywoodu. Oczywiście w dalszym ciągu nie można zarzucić dziewczynie klasy i uroku osobistego, przecież zaledwie kilka lat temu została wybrana Miss World, a taki tytuł zobowiązuje na długo. Praca modelki musiała bardzo pomóc Priyance w budowaniu roli w "Fashion", co jednak nie znaczy, że byle jaka ładna buzia mogłaby ją zastąpić w tym filmie. Postać głównej bohaterki, dziewczyny z prowincji, która przyjeżdżą do Mumbaju by zrobić karierę supermodelki, jest wyrazista i skomplikowana. Odważna w dokonywaniu wyborów, nie myśli, jakie kiedyś poniesie konsekwencje swoich czynów.

Fashion

Oprócz Meghny na ekranie (i wybiegu) pojawia się nieszablonowa, lecz słabsza psychicznie supermodelka Shonali. Kangana Ranaut jest idealna w takich rolach, na szczęście oszczędzono nam zbyt wielu ataków histerii (bo co za dużo, to nie zdrowo, czy Kanganę zobaczymy kiedyś w innej niż autodestrukcyjnej roli?). Można by zarzucić temu filmowi, że jest stereotypowy, mało odkrywczy, lecz jak na film bez fajerwerków oglądało się go zaskakująco dobrze. Jest to zasługą Priyanki właśnie, która była rewelacyjna. Ucieszyły mnie też special appearance, Konkony (może następny film znów z nią?, filmów z Konkona nigdy za wiele), Ranvirem czy Karanem. Ach, modelką być...

Kangana Ranaut

wtorek, 30 grudnia 2008

Od czasu ostatniego Biletu do Bollywood wciąż jestem zauroczona tym filmem. Dla mnie to film roku (oczywiście z bollywoodzkiej fabryki snów). Nie widziałam jeszcze "Dostany" ani "Rab Ne Bana Di Jodi", ale czuję, że nie dostarczą mi takich emocji (choć przeżycia z pewnością będą:))). Ashutosh Gowariker zaserwował nam pyszne widowisko, zrobione z rozmachem, z pięknymi kostiumami i scenografią, świetnie dopracowanymi scenami walk, wartką akcją, leniwie rozwijającą się historią miłosną, zgrabnie połączoną z wątkami politycznymi, społecznymi, urzekającą muzyką (niezawodny A. R Rahman). Można tak wymieniać bez końca, więc robię przerwę na piosenkę. O wielkim i chwalebnym cesarzu!

Prawie cztery godziny w kinie, wliczając niezamierzoną przez organizatorów przerwę techniczną (pozdrowienia dla tłoczących płyty), minęło mi jak biczem trzasnął, nie zmrużyłam oka, choć byłam zmęczona po całodziennej pracy i zajęciach na studiach. Nie mogłam zresztą przegapić żadnej sceny z Hrithikiem i Aishwariyą. Wyglądali razem cudownie, nie dziwię się, że teść pilnował Aish na planie:) Chciałabym ich jeszcze zobaczyć w kostiumowym filmie, odnaleźli się w rolach znakomicie. A komu się nie podobał "Cesarz i księżniczka" AKA "Jodhaa Akbar", ten trąba:)

Jodha Akbar

Przypisy:
Cesarz - mongolski imperator Jalaluddin Mohammad Akbar żyjący w XVI wieku.
Księżniczka - hinduska księżniczka Jodhaa Bai, córka króla Radźputu.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 25