Dzień bez filmu dniem straconym...

Azjamania

sobota, 05 lipca 2008

Oglądam teraz filmy, których tytułów nie umiem powtórzyć. SOK więc jak najbardziej do nich pasował (swoją drogą, pora przełamać lenistwo i nauczyć się tych kilku skomplikowanych nazw). Boski Surya, śliczna Jyothika i niestety tragiczna Bhumika. Pojawienie się tej ostatniej osoby w filmie uważam za przyczynę tego, że SOK nie do końca się udał. Zaczął się świetnie. Gautham (Surya) i Kundavi (Jyothika) zawierają zaaranżowane małżeństwo (piękna piosenka "Kummi Adi").

Sillunu Oru Kaadhal

W dalszej części widzowie mają zostać przekonani, że takie małżeństwa są lepsze i trwalsze niż niż te zawarte z miłości. Oczywiście nie może być sielsko i anielsko, więc na przeszkodzie pojawia się dawna miłość Gauthama z czasów studiów - Ishwarya (Bhumika Chawla).

Choć w pierwszej części wiele się nie działo, to miło mi się obserwowało parę Surya-Jyothika na ekranie, z nadzieją, że coś wstrząsającego się wydarzy. Dzięki znalezionemu pamiętnikowi Gauthama cofamy się sześć lat, by poznać ponurą tajemnicę z jego życia. Mianowicie, kim dla niego jest Iswarya. Uwaga, piszę tak pierwszy raz w życiu, gdyż na ogół jestem bardzo tolerancyjna, Bhumika swoją drewnianą, niemrawą grą spowodowała, że szkolne love story było zupelnie nieprzekonywujące. Drewno do potęgi, po raz czwarty musiałam się z nią męczyć. Pomysł na wyjaśnienie sytuacji może był ciekawy, ale gorzej z realizacją. Pewnie reżyser chciał szybko pozbyć się Bhumiki z planu i kończył scenariusz trochę po łepkach. Cóż mogę poradzić, że spodziewałam się czegoś więcej, zachęcona wysokimi notami na forum i udanym soundtrackiem. Żeby było jasne, nie żałuję, że sięgnęłam po SOK. To zdecydowanie film Suryi, gra i wygląda cudnie, ma duże pole do popisu, gdyż młody, agresywny, zakochany Gautham jest zupełnie inny, niż starszy i stateczny. Jyothika również pokazała klasę. Dla ich fanów - pozycja obowiązkowa.

Sillunu Oru Kaadhal

Sillunu Oru Kaadhal

czwartek, 03 lipca 2008

Chciałoby się rzec, "Żona dla zuchwałych" w wersji tollywoodzkiej. Do zdobycia jest młodziutka Siri (Trisha),

Nuvvostanante Nenoddantana

sierota, wychowana od małego przez brata Srihariego (Sivarama Krishna). To smutna rodzinna historia, Srihari po nagłej śmieric matki, nie mając nic, ciężką pracą dorobił się własnego gospodarstwa i uznania w wiosce. Siri dorosła, pewnego pięknego dnia zaprosiła ją na swój ślub przyjaciółka Lalita (Veda).

Nuvvostanante Nenoddantana

Na ten sam ślub przyjeżdża również rodzina Lality z Londynu, ciocia Geetha (Janaki)

Nuvvostanante Nenoddantana

i kuzyn Santosh (Siddharth).

Nuvvostanante Nenoddantana

Koniecznie trzeba zobaczyć, co wyniknie ze spotkania skromnej, porządnej Siri z roztrzepanym, bogatym (syn milionerów) Santoshem. Pojawia się motyw dobrze nam znany, ale jak fantastycznie zagrany! Przyznam się, że nawet lubię oglądać różne wersje podobnych historii, np. przeróbki "Romea i Julii", szczególnie, gdy mają w sobie tyle smakowitych kąsków. Główni bohaterowie zagrali rewelacyjni. To była jedna z lepszych ról Trishy - czarująca, bardzo dziewczęca, bez zbędnego infantylizmu. Siddharth - w drugiej części był taki, jaki podoba mi się najbardziej, p o w a ż n y, ale to nie znaczy, że nie akceptuję jego wizerunku trzpiota. Przeciwnie, nikt nie ma w sobie tyle uroku, grając młodego chłopaka, co on!

NvNv dotychczas znałam tylko z teledysków - "Something Something" i "Adire Adire" i żaden więcej szczególnie mi nie rzucił się w oko. Czy coś przegapiłam, wpatrując się w Siddhartha? Przepraszam, to moja siostra się wpatrywała i ostatecznie przekonała do tollywoodu. Myślę, że to jest dowód na to, że "Nuvvostanante Nenoddantana" nadaje się jak najbardziej dla początkujących w kinie południowym. Zabawny i wzruszający, może nie bez wad, ale przymknijmy na nie oko, bo kino przede wszystkim powinno nas bawić, czyż nie?

Nuvvostanante Nenoddantana

Siddharth

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10