Dzień bez filmu dniem straconym...

Reszta świata

wtorek, 05 maja 2009

Ostatnio chętniej słucham francuskich piosenek. Mamy czas matur, więc z nostalgią przypominam sobie dni, kiedy wkuwałam koniugacje, subjonctify, conditionnele. Choć maturę (pisemną) zdałam na pięć, dziś już niewiele pamiętam, na codzień posługuję się językiem angielskim, który mi w zupełności wystarcza. Sentyment do francuskich filmów pozostał, więc z przyjemnością obejrzałam "Panienki z Rochefort".

W filmie bliźniaczki, w życiu prawdziwe siostry - Catherine Deneuve i Françoise Dorléac to tytułowe panienki. Piękne i utalentowane. Wielka szkoda, że Françoise zginęła tragicznie kilka miesięcy po premierze filmu. Uwielbiam "Matnię" Polańskiego z jej udziałem, kto wie, czy rzeczywiście nie była tą bardziej zdolną siostrą. Catherine możemy podziwiać po dziś dzień.

Panienki z Rochefort

Tancerka Delphine (Catherine) i pianistka, kompozytorka Solange (Françoise) mieszkają w małej mieścince i marzą o wyjeździe do Paryża, gdzie mają nadzieję zrobić karierę. Prawdopodobieństwo (odniesienia sukcesu) jest spore.

Rochefort przygotowuje się do festynu, Święta Morza, zjeżdżają się do niego artyści z różnych zakątków. Dwóch tancerzy (m.in. George Chakiris znany z "West Side Story") pilnie poszukuje dziewcząt do występu. Trafiają na bliżniaczki.

Panienki z Rochefort

Panienki z Rochefort

Panienki z Rochefort

Bohaterów, jak i aktorskich gwiazd, jest więcej. Simon Dance (Michel Piccoli) otwiera salon muzyczny, wracając do Rochefort po latach. Odwiedza go stary znajomy, uznany kompozytor Any (Gene Kelly). Wszyscy szukają wielkiej miłości, właścicielka kawiarni, matka dziewcząt Yvonne (Danielle Darrieux), młody marynarz - malarz Maxence (Jacques Perrin), przyjaciel dziadka.

Panienki z Rochefort

Panienki z Rochefort

Film jest przeuroczy, kolorowy, radosny, wypełniony żywiołową muzyką, ze świetnymi układami tanecznymi. Fabuła ma drugorzędne znaczenie (całość kończy się happy-endem, a jakże by inaczej), trzeba poddać się tej atmosferze, ferii barw, uczuć. Może gdyby nie reżyser (przedstawiciel Nowej Fali, Jacques Demy wspomagany przez żonę, Agnes Vardę) film wyszedłby zbyt cukierkowy, na szczęście twórcom udało się tego uniknąć. Teraz przymierzam się do największego dzieła  Demy'ego - "Parasolek z Cherbourga".

piątek, 01 maja 2009

Długi weekend majowy (ok, wcale nie jest taki długi) mam zamiar spędzić m.in. na oglądaniu musicali. Na pierwszy strzał klasyka - "Skrzypek na dachu".

O główną rolę ubiegało się wielu aktorów, m.in Orson Welles, Anthony Quinn, Marlon Brando czy Frank Sinatra (którego nie potrafiłabym sobie wyobrazić jako Tevye), ostatecznie wybrano 35-letniego Topola. Aby go trochę postarzyć, obcięto 15 włosów z brody reżysera, Normana Jewisona i doczepiono je do brwi Topola (ta taktyka najwidoczniej nie przypadła do gustu członkom Amerykańskiej Akademii, gdyż wśród ośmiu nominacji do Oscara nie znalazła się ta jedna za charakteryzację).

If I were a rich man

 
"Skrzypek na dachu" jest jednym z ulubionych filmów mojej koleżanki Kasi, mającej kompletnego bzika na punkcie historii Żydów (nie powinnam jej chyba nazywać wariatką, w końcu jest szanowaną panią profesor od historii). Mnie również na nowo urzekły ich zwyczaje i kultywowane tradycje.
 
Tradition
 

The Bootle Dance

 
Na koniec kilka obrazów Marca Chagalla, które były inspiracją dla twórców musicalu, a przynajmniej do zatytułowania jego filmowej wersji.
 
Marc Chagall
 
Marc Chagall
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11